Dziś jubileuszowa setna notka (tak naprawdę sto pierwsza, ale jedną zdjąłem), więc będzie na wesoło.
Kolega z Kijowa podesłał mi fantastyczny link, w którym mowa o tym, jakie toalety zafundowały sobie władze Doniecka tytułem Euro 2012. Niezaznajomionym z bukwami spieszę tłumaczyć, że toalet jest dziesięć i każda kosztuje 400 tys. hrywien, co w przeliczeniu na naszą stale wzmacnianą przez cinckiarskie triki MinFinu walutę daje ok. 140 tys. złotych. Dobry samochód można za to kupić.
Fantastyczne. Ale to nie wszystko. Z lektury tego artykułu dowiedziałem się, że problem toalet jest nieobcy również stronie polskiej. Żeby było jasne: jako uczestnik kilku imprez masowych w swoim życiu, w tym sportowych, bardzo dobrze wiem, jak strategicznego znaczenia nabiera dostęp do czystego sedesu i pisuaru. Dlatego uważam, że sprawa powinna być traktowana poważnie. Niemniej jednak...
...a zresztą. Bez komentarza. Strona pod poniższym adresem mówi sama za siebie:
http://www.toaleta2012.pl/
Zwracam uwagę, że w dziale "Aktualności" nie ma żadnego wpisu po październiku ubiegłego roku.



- w dziale "Media o nas" ostatni wpis (z filmem z Youtube) jest z 22 października 2010 roku,
- w dziale "Raporty z badań" prezentowany (na str. 6-8 prezentacji) plan kampanii zamyka się w latach 2008-2010.
Przy okazji: z 400 przebadanych w ramach tej kampanii publicznych toalet w sześciu polskich miastach wymagane minimum 65 punktów na 100 możliwych w 2009 roku uzyskało ok. 75%, a w 2010 roku - ok. 80%, co ukraiński autora cytowanej notki zamieszczonej na portalu Obozrevatel.com skłania do stwierdzenia, że gdy na Ukrainie... jest jak jest, to tymczasem "większość toalet publicznych w polskich miastach, które będą gospodarzem Euro 2012, spełniają normy piłkarskich mistrzostw Europy."
Że były i są miasta, w których zwyczajnie, bez Euro2012 i bez żadnych specjalnych kampanii 100% toalet jest czystych - to się po prostu w głowie nie mieści.